Showing posts with label zwiedzanie. Show all posts
Showing posts with label zwiedzanie. Show all posts

19/02/2013

185. Belfast Murals

W weekend była (i nadal jest) wyśmienita pogoda. Korzystając z wizyty przyjaciółki, ruszyłyśmy z aparatami na zwiedzanie miasta. Punkt główny: tropienie murali. Nic nie uszyłam, ale spacer trwał blisko siedem godzin i trafiłyśmy na kilka ciekawych miejsc. Dziś możecie sobie pooglądać pocztówki muralowe z miasta Belfast:

There was a great weather during the weekend, so together with a friend of mine, we hunted for murals in Belfast. I did not sew a thing over the weekend, but I ended up with discovering some nice views in the city. So today you can just check some postcards from Belfast!

08/09/2011

050. Byłam, widziałam / What I've recently seen


Zgodnie z obietnicą pokazuje kilka ciekawszych zdjęć z mojego pobytu w Niemczech. Dziś o szyciu nie będzie, ponieważ pracuję teraz nad większym projektem i pokażę go dopiero w połowie pracy :) Myślę, że wyrobie się w dwa tygodnie. Zdradzę tylko, że pracuję nad pierwszą w mojej historii pikowaną narzutą patchworkową i już nie mogę się doczekać efektów :) Zdjęcia kolejno pokazują teren Renu, niemiecką przyrodę i kompleks przemysłowy Zollverein w Essen :] Wystarczy kliknąć na zdjęcię, żeby zobaczyć większą wersję.


ENGLISH:

As previosuly promised, I decided to share with you some pictures from my latest trip to Germany. I won't write about sewing as I work on a biger project now - my first quilted patchwork! I'm gonna show you some pictures when I finish 50% of the quilt :) I cannot wait! The pictures depict the Rhine river, German nature and the Zollverein Coal Mine Industrial Complex. Click on the image to enlarge.


05/07/2011

028. Paryż Steampunk Kontratakuje cz II / Steampunk Paris Strikes Back part II

Stacja metra Arts et Métiers jest jedną z najpiękniejszych jakie widziałam w Paryżu. Jej projekt stworzył François Schuiten. Wygląd stacji to połączenie klimatu steampunk i tego jak możemy sobie wyobrazić wnętrze Nautilusa :) 
 
 
Żeby trafić na akurat ten przystanek, musimy iść na perony linii 11, steampunk nie króluje pod linią 3, bo ta też jest obsługiwana przez Arts et Métiers. Pod sufitem wiszą wielkie turbiny, w ścianach znajdują się bulaje, a same ściany pokryte są blachami w kolorze miedzi, które połączone są dużymi nitami. Warto było się tu wybrać, żeby zrobić kilka zdjęć.

 
Na tym kończę moją Paryską opowieść. Pamiętajcie, że od jutra głosowanie w konkursie 'Szmatka Łatka' - przy odrobinie szczęścia i waszym wsparciu, może pójdzie nienajgorzej i mój wytwór zostanie doceniony :) Następny post będzie już o szyciu obiecuje!

ENGLISH:

Arts et Métiers metro station is one of the most beautiful ones I've ever seen  in Paris. It was designed by François Schuiten. The look of the station is a mix of steampunk climate and our imaginary vision of the Nautilus :) 
 
 
To get to this very stop, you have to go to line nr 11. Althoug the Arts et Métiers station is also for line 3, you will not see any steampunk there. So just check the platforms for line 11. There are giant turbines under the ceiling, walls are covered in metal plates, they've also got portholes. The prevailing colour is copper of course. It was worth checking the station, just to take some pictures of this place!


So that's the end of my story about Paris. Please don't forget about 'Szmatka Łatka' competition. With a little bit of luck and your support, maybe my project will be appreciated :) I promise that the next post will be about sewing!

04/07/2011

027. Paryż Kontratakuje cz. I / Paris Strikes Back part I

Czyli kolejny weekend w zatłoczonym mieście i w rewelacyjnym towarzystwie :) Tak jak pisałam w czwartek, znów udało mi się zorganizować wypad do przyjaciółki, chociaż ten był akurat planowany od dawna. Tym razem było mniej zwiedzania szlakami turystycznymi. Ale za to przeżyłam super-ekstra, około godzinną przejażdżkę na motorze po centrum Paryża :) Przeżycia niezapomniane, a mięśnie od zaciskania rąk z emocji nadal mnie bolą...

Z punktów turystycznych, nie mogliśmy sobie odżałować wieczornego spaceru i nasiadówki pod wieżą - dla zainteresowanych, podsłyszeliśmy policjanta pouczającego 'zwiedzającego' z butelką whisky: proszę pana, spożywanie alkoholu jest zabronione, więc proszę to robić dyskretnie.


Polecam wszystkim wybranie się do Musée des Arts et Métiers. Poszliśmy tam w niedzielę, która była pierwszą w tym miesiącu, więc jak się okazało nawet nie płaciliśmy za wejście. Muzeum zostało założone w 1794 roku i skupia głównie ekspozycje techniczne i naukowe.


Chyba najbardziej znanym eksponatem jest Wahadło Foucalta. Nie udało mi się zrobić niestety żadnego sensownego zdjęcia, ponieważ nie chciałam używać flesza.


Jutro część druga sprawozdania z weekendowego wyjazdu!

ENGLISH:

So it was the next weekend in a crowded city, with lovely people. As I wrote last week, I managed to organise another trip to Paris, to visit my firend. This time we didn't stick so much to touristic places - it's the season of sales, you know. But I did have an unforgattable motorcycle ride from the Eiffel Tower to The Musée des Arts et Métiers. It lasted more than one hour as we passed by all of the most popular spots in the city I think. Oh, and my muscles still hurt - I was clenching my hands really tight :)


 

So we of course enjoyed some time by the Iron Lady and visited the Musée des Arts et Métiers. If they catch you with a bottle of wine in public, the policeman will say: 'the consumption of alcohol is forbidden, so please keep it low' :)


Practical info - admission to all museums in Paris on the first Sunday of month is free of charge. The museum I mentioned above is famous for technical exhibitions but I did not take many photos and those I took were without flash, so not the best ones one can have I'm afraid.

I think the most famous piece in the museum is Foucault's pendulum.


I'll write more tomorrow, now it's time to sleep :) Take care!

12/06/2011

023. Być jak Erykah Badu / Being almost like Erykah Badu

Całe popołudnie przesiedziałam nad tą torbą. E. zamówiła sobie torbę we wzór 'African Ladies' i turbany na materiale od razu skojarzyły mi się z Erykah Badu. Wykorzystałam znów wzór Keyka Lou 'Bucket Bag', choć lekko zmieniony - powiększony, z klapką, bez zewnętrznej kieszeni ale za to z wewnętrzną na zamek.


Z technicznych nowinek, zamiast używać dwóch warstw usztywniacza, użyłam jednej warstwy a drugą zastąpiłam sprasowaną ociepliną. Bałam się, że materiał zewnętrzny będzie zbyt cienki, a ocieplina nadała fajny mięciutki efekt.
 W ramiączko wszyłam usztywniacz a dno, podobnie jak w torbie 'Forest Crew', przeszyłam na całej długości. W środku jest też jedna kieszonka na komórkę, zapinana na zamek. Wszystko przeszywałam czerwoną nicią - wzór materiału sam w sobie jest już żywy a czerwony kolor fajnie to jeszcze podkreślił. Na klapeczkę doszyłam ozdobny podłużny koralik, czy jak to nazwać? Myślę, że całość wyszła dość ciekawie :) Do następnego!

ENGLISH:
I've been working on this bag that E. ordered the whole afternoon. She wanted the African Ladies print, which  immediately brought to my mind Erykah Badu.Once again I've used slightly altered pattern by Keyka Lou - 'Bucket Bag'
 From technical point of view, I used only 1 sew-in interfacing layer and the other one replaced with ironed padding. I was afraid that fusible interfacing won't be enough and the padding added extra soft touch to the bag. There's also 1 layer of sew-in interfacing in the handle and bottom - both were top-stitched with red contrasting thread. 
The fabric pattern is vivid enough as it is, but I think that the red thread underlined it even more. I've also added this longish bead, or however you'd call it, to the flap. The bag closes with a magnetic snap and it has a small zipper pocket for a mobile. Hope you like it! :)

***********************************************************************************

I gratisowo dodaje jedno foto z Paryża / And here's one extra picture from my recent trip to Paris!




08/06/2011

022. Paryż Paryż / Paris Paris


Wybaczcie weekendową pustkę i brak znaków życia. Spełniałam się 1300 km od domu: towarzysko, turystycznie i zakupowo. Tak się złożyło, że moją przyjaciółkę wywiało daleko od ojczyzny, więc z przyjemnością pojechałam do krainy sera i wina :)


Istotną wiadomością jest to, że udało mi się zlokalizować kilka duuuuużych sklepów z materiałami :] O tak! Przyjechałam 'tylko' z 4 nowymi wzorami - wiecie jak to jest przed 10tym... 


Po przeczytaniu tego posta, bardzo chciałam zajrzeć do sklepu gdzie sprzedają 3 metrowe kawałki po 10 Euro. Pomyślałam, że to tanio jak barszcz i zawsze można zgrzeszyć z jakąś fajną tkaniną :) Jak napisała Medżik na swoim blogu - Place St Pierre to absolutne zagłębie sklepów z tkaninami - co więcej, sklep w którym mieli sprzedawać kupony po 3m, ma też okazyjne kawałki po 1m czy 2m.


Ale jeśli chce się je znaleźć, musicie się przygotować na trochę grzebania w piętrzących się stertach materiału. Ceny wahają się między 10 a 30 Euro za jeden kupon. Wszystko zależy od gatunku tkaniny. Żeby tam trafić, nie potrzeba nawet żadnej mapy. Schodząc z wzgórza, po zwiedzeniu Sacré-Coeur trzeba się kierować na lewo i już wtedy zobaczycie szyldy Reine (czerwone) i Marche St Pierre (niebieskie) - ziemia obiecana jest właśnie tam :)



Spędziłam więc babski weekend z psiapsiółką, popijałyśmy wino, buszowałyśmy po sklepach i nabawiłyśmy się solidnego bólu pleców i pęcherzy od kilometrów które przeszłyśmy od piątku do niedzieli. A w sobotę konkretnego kaca...

Fotka powyżej z targu staroci - książka z Dr Quinn rozłożyła mnie na łopatki. Szkoda że na okładce nie było Horacego :D

ENGLISH:

I do apologize for the unaccepable weekend brake from blogging. I was enjoying some time away from home and my computer - 1300km away to be exact. There are unpredictable scenarios in life, and my friend left to France last month. 

So I eagerly packed my bag and went to the land of cheese and wine (and I do love smelly cheese). What's important, is the fact that I brought 'only' 4 new fabrics with me. And because the trip was before the payday. Bummer.




After I've read this post, I really wanted to visit the shop where they sell 3m long pieces of fabrics for 10 Euro. I thought it's a real bargain and I never refuse to buy new fabrics, especially in cute patterns. As Medżik wrote on her blog, Place St Pierre is an ultimate cornucopia for sewing ladies. What's more, the shop where they were to sell 3m long pieces has also 1m or 2m 'scraps' - you just have to dig really deep in the piles of coupons. Prices start at 10 Euro and end at 30 Euro for 3m. Not bad if you ask me. To find the place, you just have to go left from Sacre Coeur (when going down from the basilica and you will see 2 landmarks - Reine sign (a red one) and Marche St Pierre sign (a blue one) - the promised land is right there :)

So it was a real 'girls-weekend out'. We drank wine, went shopping and also got blisters on our feet from walking 3 days around Paris. We also got a major hangover on Saturday... I blame the treacherous pink sparkling wine!



19/04/2011

006. Rogacze, Jabcoki, Żabiszony i Babuchy

Kokka - słowo klucz! Jestem zakochana w ich wzorach! No i A., która prosiła o coś z jeleniami czy innymi leśnymi zwierzakami, myśli podobnie o tej tkaninie, którą dzisiaj sama zmacała. Pewnie wysmyczę z tego jakąś kosmetyczkę albo torbę listonoszke. Oprócz rogaczy, proszę drogiej wycieczki, możemy tu podziwiać okazy takie jak borsuk, zając czy inny hazaj, sowy i grzybki. Prac w 30 stopniach, 55% len, 45% bawełna, szerokość 110 cm. Podziwiamy poniżej: --->>>



A jabole są 100% bawełną, reszta parametrów taka sama jak powyżej. Super na mocne torby zakupowe. Planuje użyć ten wzór na uszycie"Lots of Pockets".



Żabole z kolei są moją wielką miłością! A jak oprzeć się takim, które są 100% bawełniane i mają nawet małe złote korony? Żabki są cudne i myślę, że uszyje sobie z nich coś dla siebie, nie na sprzedaż!



Baby Matrioszki (85% bawełna, 15% len) wpadły w oko kolejnej osobie i czuje, że niedługo pokaże jakiś wytwór z tego właśnie kawałka:



Już się nie mogę doczekać kiedy nożyczki pójdą w ruch, ale to nastąpi chyba dopiero po świętach. A na koniec ciekawy budynek w Berlinie:

18/04/2011

004. Tkaninowo tkanniczo tkacko i Berliniacko

Od soboty jestem o niebo szczesliwsza i o wiele Euro lzejsza w portfelu. Ze wzgledu na zwiedzanie, spacery, pyszne jedzonko i zakupy! Oczywiscie w wyczesanym towarzystwie :D

W Berlinie bylam tak na serio dopiero po raz drugi - na serio czyli dluzej niz 24h i z okazja na zwiedzanie. Podstawowy program turystyczny obskoczylam poprzednim razem, wiec w sobote i niedziele zdecydowalismy sie na Tempelhof i Spandau. Pogoda sprzyjala pstrykaniu fociszcz, nie tylko widokom, ale tez osobliwym ludziom - tych jednak nie umieszcze online :D





Lotnisko Tempelhof zamknieto w 2008 roku i teraz sluzy mieszkancom Berlina jako park czy miejsce uprawiania 'sportow dalekobieznych' - rolki, longboard, deskorolka, rowery... Na pasie nadal sa znaki jakie widzi sie na kazdym normalnym lotnisku. Port nadal sprawia fajne wrazenie a na pewno jest to cos, czego u nas w Polsce raczej sie nie znajdzie. Bylo tez kilku smialkow, ktorzy probowali wzbic sie w przestworza na paralotniach.




Twierdza Spandau natomiast to fajne miejsce na spacer z daleka od miasta - no i miejsce koncertow! Do dzis nie moge sobie wybaczyc, ze nie pojechalam tam zeszlej wiosny na Queens of the Stone Age...



Na prawo od wyjscia z cytadeli mozna popatrzec na sluze, ale wdzieczniejszym obiektem bylo to kolo ratunkowe:



Ale tak na serio najwazniejsza sprawa byly zakupy nowych tkanin, niektore pod zamowienie, niektore bo mi wpadly w oko i nie moglam wyjsc bez nich! Oczywiscie po 5 razy podchodzilam do rolek z japonskimi materialami. Teraz, majac w domu takie pieknosci, podbije swiat dodatkow i recznie szytych toreb, torebeczek i innych dyrdymalkow ;) Bede obejmowac rzady nad swiatem jak Pinky i Mozg! Albo chociaz jak profesor Nimnul! Mwahahahahaha! (to byl zlowieszczy smiech zapowiadajacy armagedon).


U Frau Tulpe, o ktorej wspominalam juz wczesniej (nie, nie placa mi za reklame, a szkoda) mozna kupic tkaniny z belek ale babeczki maja tez w ofercie materialy w formacie fat quarters (cena 4 Euro). Tluste cwiartki porozkladane sa w koszyczkach i mozna juz podobierac co nam wpadnie w oko. Wiadomo, ze nie wytna na prosbe kawalka ze srodka belki. Ale mozna kupic nawet 20 cm materialu i nikt nie spojrzy z 'WTF' w oczach - za cene 18 Euro za metr, chyba wiedza ze czasem i 20 cm starczy na jakis fajny wytwor i sa tolerancyjni wzgledem zachcianek klientow. O ile pamietam mieli jeszcze w sprzedazy kawalki po 20 pare cm, kilka kawalkow - moze 6-8, cena 10 Euro. Fajne jesli ktos bawi sie w patchworki; ja JESZCZE nie.


Panie prowadza tez w sklepiku kursy szycia dla spragnionych nauki. No i sprzedaja kosmetyczki, torby, poszewki na poduchy itp. Jesli o mnie chodzi, ceny za gotowe produkty sa zaporowe, ale pewnie mysle tak, bo sama moge sobie uszyc kosmetyczke :] Ruch mieli w sklepie niesamowity. Moze dlatego ze bylo po 12.00 i w sobote, ale nie daje glowy - musze zaczac tam czesciej bywac ;) Jesli ktos tam nie byl a bedzie mial okazje, zdecydowanie polecam: Veteranenstraße 19. Przygotujcie sie tylko na wylozenie znacznej gotowki bo nie da sie wyjsc z jedna rzecza. Od teraz powinnam chyba wysylac tam mojego faceta, bo trudno mi sie oprzec w takich miejscach przed wydawaniem kasy... Biedna ja i teraz - biedny on :D

Kupilam chyba 12 roznych tkanin, o ktorych chcialabym opowiedziec, ale sa tak cudne ze kazda zasluguje na osobny post! Wiec teraz na zakonczenie dam tylko przedsmak tego co bede opisywac na dniach na tym blogu:

01.

02.

03.

LinkWithin

Related Posts Plugin for WordPress, Blogger...